Oświadczenie kolektywu Reaktor w sprawie eksmisji skłotu RCI0 w Krakowie.

Zapewne wiele/wielu z Was zastanawia się jak doszło do zamknięcia skłotu RCI0 w Krakowie. Niestety ze względów bezpieczeństwa nie jesteśmy w stanie na razie odpowiedzieć wam na wszystkie pytania związane z zaistaniałą sytuacją. Stąd też spore opóźnienie w wydaniu niniejszego bardzo zdawkowego oświadczenia. Jednocześnie pragniemy poinformować iż na wszystkie plotki/pytania i wątpliwości odpowiemy w drugim oświadczeniu, kiedy tylko będziemy już mogli takowe wydać.

Jak zapewne wiecie skłot RCI0 był miejscem, w którym w ostatnich latach wiele osób działających społecznie w różnych grupach swoimi skromnymi siłami próbowało stworzyć miejsce spotkań z salą kinową, rowerownią, pracownią artystyczną oraz innymi inicjatywami. Niestety w ostatni czwartek policja kryminalna w cywilnych ubraniach wdarła się do naszego wciąż remontowanego budynku i zatrzymała wszystkie osoby, które były w środku.

Kiedy w zeszłym tygodniu otrzymaliśmy informację o tym iż naszemu miejscu zagraża atak od razu rozpoczęliśmy przygotowania mające na celu ulepszenie zabezpieczeń na skłocie RCI0.

W czwartek 23.02.2017 pracowały_liśmy przez cały dzień, jednocześnie obserwując ulicę. Jakiś czas przed decydującymi wydarzeniami widziano podejrzanie zachowujące się osoby obserwujące nasz budynek. Około godziny 19.00, kiedy zakładałyśmy drugi zamek do frontowych drzwi, przed nami zatrzymał się samochód, z którego wysiadło dwóch osiłków. Bluzgając i grożąc, rzucili się na drzwi. Byliśmy pewni_e, że to zwiastun zapowiedzianego ataku. Schroniły_liśmy się za drzwiami, napierając na nie, żeby je zamknąć. Napastnicy nie stronili od agresji fizycznej i słownej: doszło do połamania pałki teleskopowej na rękach jednej z osób blokujących drzwi, usłyszeliśmy, że “zostaniemy zajebani” i że “mamy przepierdolone” etc. Już nie wspominajmy o kakofonii niewybrednych inwektyw rzucanych pod naszym adresem. Po chwili napastnicy zaczęli krzyczeć, że są z policji i zaczęli wzywać gromadzące się wokół zajścia osoby do pomocy. Szybko zebrała się spora grupa, która zaczęła forsować drzwi. Nakazały_liśmy jednemu z napastników pokazanie legitymacji i podanie nazwiska. Dopiero wtedy zrozumieliśmy, że tym razem rzeczywiście mamy do czynienia z policją. Zaraz potem pojawiły się oznakowane samochody policyjne. Było już jasne, że jesteśmy w przegranej sytuacji. Uzgodniły_liśmy, że dalszy „aktywny” opór jest bezcelowy i naraża nas na większą odpowiedzialność karną.Postanowiły_liśmy przejść do biernego oporu i drzwi zostały otwarte.
Do budynku wdarła się policja. Od razu przyparła wszystkie osoby dościany. Pytani o powód interwencji odpowiadali, że szukają narkotyków i za chwilę przyjadą psy. Oczywiście żadnych narkotyków nie znaleźli, więc później tłumaczyli interwencję chęcią wylegitymowania „dziwnie zachowujących się osób”. Dziewięć osób znajdujących się w budynku zostało zatrzymanych. Policja w całej swej “dobroduszności” pozwoliła zabrać jednej osobie rzeczy osobiste i przekazać zwierzęta do wyznaczonej przez nią opiekunki. Przez kilka godzin przeszukiwali budynek, szukając jednocześnie powodu dla swojej napaści (innej niż ten iż miejsce to było jedynym istniejącym ówcześnie aktywistycznym skłotem w Krakowie). Budynek został zamknięty i oplombowany.
Po przewiezieniu na komendę, wypełnieniu wszystkich dokumentów (protokół zatrzymania osób, oraz protokół zatrzymania rzeczy) byliśmy świadkami rażącej, wręcz komicznej nieudolności policji. Pierwszym zarzutem, który nam przedstawiono było naruszenie miru domowego. Po tym jak jedna z osób zatrzymanych poinformowała policję, że w Polsce od lat sądy nikogo nie skazują za zakłócanie miru domowego w pustostanach pozbawionych właściciela, wycofali się z tego i zaczęli szukac innych powodów do postawienia nas przed sądem. Kilku osobom zdarzyło się, żeby policjanci ich pilujący po prostu zasnęli podczas pełnienia obowiązków. Co chwilę dochoddziło do zagubienia dokumentów, lub nieodpowiedniego ich wypełnienia, co wydłużało nasz pobyt na posterunku. Policjanci także nie wiedzieli jak sobie poradzić z tak dużą ilością osób zatrzymanych, rozdzielając i przenosząc nas z pokoju do pokoju na posterunku. W izbie zatrzymań uniemożliwiano większości z nas zaśnięcie poprzez ciągłe przenoszenie osób z celi do celi. Wisienką na torcie była stłuczka spowodowana przez konwój przeworzący jedną z zatrzymanych osób. Policjant, który zdawał się pierwszy raz prowadzić samochód nie miał oporów przed pędzeniem 100km/h furgonetką po wąskich uliczkach Krakowa, ani przed łamaniem przepisów ruchu drogowego. Do stłuczki doszło, gdy konwój skręcając przecinał tory tramwajowe i przy sporej prędkości udeżył bokiem w bramę wjazdową szpitala. Najzabawniejszym było usłyszeć, że nie da się tej sprawy załatwić “dobrze”, bo cały teren jest objęty monitoringiem, więc policjant zmuszony był do wezwania policji na siebie.
Naszczęście nie doszło do celowego pobicia nikogo z nas. Policja poprzestała jedynie na bardzo niewybrednym języku, klasycznych werbalnych metodach zastraszenia i uprzykżania naszego pobytu (przetrzymywanie na stojąco, utrudnianie dostępu do wody, zbyt ciasne kajdanki, etc.).

Wszystkie zatrzymane osoby zostały wypuszczone po upływie doby z zarzutami kradzieży prądu. Jednej osobie dodatkowo zarzuca się naruszenie nietykalności cielesnej policjanta.
Jesteśmy w stałym kontakcie z prawniczką i staramy się odzyskać zaplombowane ruchomości oraz wspólnie analizujemy wydarzenia bezpośrednio poprzedzające ewikcję. Organizujemy także fundusze na pokrycie kosztów postępowania.

Pragniemy również podziękować Wam za Waszą gotowość do akcji solidarnościowych; musimy się przyznać że prośba o ich nieorganizowanie wynikła z pewnych nieporozumień przy próbach ostrożnego ustalenia planu działania w obecności policji.

Obecnie zastanawiamy się nad dalszym losem kolektywu Reaktor; jest całkiem możliwe że przestanie istnieć, przynajmniej dopóki nie pozbieramy się po zajściach z poprzedniego tygodnia.

Solidarność naszą bronią.
Kolektyw Reaktor

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *